Posty

Pierwszy.

Nie wiem od czego zacząć. Nigdy nie pisałam takiego czegoś. Zawsze zachowywałam swoją prywatność dla siebie i nie miałam potrzeby zwierzać się nikomu. Ale teraz mam. W ramach zaleczania ran, bo wciąż wychodzę z żałoby. Ale chyba jednak wole się zwierzać „w eter” niż komuś konkretnemu. Piszę, nie czytam, nie wracam nie poprawiam. Więc będzie chaos. Ale piszę dla siebie,   nie do czytania dla kogoś. Z rozmów z ludźmi, z tego co poczytałam, to chyba normalne i typowe. Wygląda też na to, że średnio rzecz biorąc i zważając na moją nieciekawą sytuację, dobrze sobie radzę. Ponad średnią. Jak zawsze. W ogólnym zapieprzu, ferworze walki, budowania, stawiania wszystkiego od nowa na nogi, dokonywania kolejnych rzeczy niemożliwych, mam jednak takie dni jak dziś, że ogarnia mnie smutek, rodzaj żałoby. Żałoba jest wtedy gdy coś umiera. Umiera, a więc znika nieodwracalnie, puff i nie ma. Nie ma, nie będzie. Całe to pieprzenie, ze wszystko się da jak tylko się ma odpowiednie nastawienie i ba...